Dorwalam internet na uczelni! Za free- jaka mila odmiana od Afryki, gdzie za kazda minute musialam placic:/ Do tego jest zabojczo szybki.
Za 27 min rozpoczyna mi sie wyklad z Podstaw Pielegniarstwa. Aaaaa Jestem studentka I roku Pielegniarstwa na Wum'ie:)))))))))))))))) Zycie jest cudowne.
Kiedys wroce.
poniedziałek, 5 października 2009
niedziela, 30 sierpnia 2009
newsy z podwórka
Pora coś naskrobać, bo działo się, działo...
Podobno każdego dnia, w każdej minucie podejmujemy wiele ważnych dla nas decyzji, np. to, co zjemy na śniadanie wpływa na nasze późniejsze samopoczucie, to z kolei, rzutuje w jakimś tam stopniu na nasze reakcje na sytuacje stresowe, ciężkie wybory, bo nawet mała śniadaniowa niestrawność może przecież zepsuć każdemu dobry humor. Zalegający w żołądku, dajmy dla przykładu śledź może spowodować, że nie przywitamy z należytym szacunkiem recepcjonistki Kasi w firmie. (Uwaga, byłam recepcjonistką w korporacji, wiec wiem o czym pisze). Pani Kasia oburzona naszym impertynenckim zachowaniem nie wręcza nam na czas kopertę z fakturą, w tym samym czasie dział księgowości zamyka realizacje przelewów na dzisiaj, realizacja następnych za 3 dni, jesteśmy spóźnieni z płatnością, lądujemy na dywaniku u szefa, czujecie ten łańcuszek?
No ale czasami przychodzi taki moment, ze ilość decyzji, a raczej skutków, jakie mogą nastąpić po podjęciu takiej, a nie innej, rosną, kulminują się, nabiera siły. To jak jazda pędzącym pociągiem i uświadomienie sobie, ze minęliśmy nasza stacje i nagle pojawiający się dylemat czy skakać czy jechać dalej.
Kryzys podobno cały czas zbiera żniwo na rynku pracy. Na witrynach sklepów widnieją reklamy kryzysowych kaw, widziałam kryzysowe menu, książki typu „ jak radzić sobie w kryzysie ”. Tak sobie dumam, że podobno marketingowców i reklamowców pozwalniali, a tu jakiś nowy kryzysowy trend się pojawił. Może to jest modne mówić, że jest kryzys? A ja na przekór wszystkiemu znalazłam pracę i jeszcze większy przekór mojego szwagra jej nie wzięłam. Już po rozmowie ostatecznej skoczyłam do łazienki, aby zamienić szpilki na klapki, a spódnicę na letnie spodenki. Wolność!!! Intuicja kobieca podobno nigdy się nie myli, także i tym razem jej posłuchałam z czego jestem niezmiernie dumna i zadowolona. Wiem, ze będzie dobrze, bo podejmuję decyzje w zgodzie z sama sobą.
Przebywam tam, gdzie się urodziłam, wychowałam i skąd czerpię codziennie wiele radości- moje Podlasie. Jakbym najkrócej mogła je opisać? Jest zielone, naturalne, swojskie, moje. Nie będę Was zanudzać opowieściami o tym jak smakują świeże kurki, skąd babcia przynosi gruszki, jak kisić ogórki, ani kto ostatnio zmarł. Ciesze, się każdą chwilą i chyba o to w tym wszystkim chodzi. W tak doskonałych warunkach kolejny plan rośnie...
Także bądźcie mili dla pań ekspedientek, bo może sprzedać Wam nieświeże śledzie:)
Podobno każdego dnia, w każdej minucie podejmujemy wiele ważnych dla nas decyzji, np. to, co zjemy na śniadanie wpływa na nasze późniejsze samopoczucie, to z kolei, rzutuje w jakimś tam stopniu na nasze reakcje na sytuacje stresowe, ciężkie wybory, bo nawet mała śniadaniowa niestrawność może przecież zepsuć każdemu dobry humor. Zalegający w żołądku, dajmy dla przykładu śledź może spowodować, że nie przywitamy z należytym szacunkiem recepcjonistki Kasi w firmie. (Uwaga, byłam recepcjonistką w korporacji, wiec wiem o czym pisze). Pani Kasia oburzona naszym impertynenckim zachowaniem nie wręcza nam na czas kopertę z fakturą, w tym samym czasie dział księgowości zamyka realizacje przelewów na dzisiaj, realizacja następnych za 3 dni, jesteśmy spóźnieni z płatnością, lądujemy na dywaniku u szefa, czujecie ten łańcuszek?
No ale czasami przychodzi taki moment, ze ilość decyzji, a raczej skutków, jakie mogą nastąpić po podjęciu takiej, a nie innej, rosną, kulminują się, nabiera siły. To jak jazda pędzącym pociągiem i uświadomienie sobie, ze minęliśmy nasza stacje i nagle pojawiający się dylemat czy skakać czy jechać dalej.
Kryzys podobno cały czas zbiera żniwo na rynku pracy. Na witrynach sklepów widnieją reklamy kryzysowych kaw, widziałam kryzysowe menu, książki typu „ jak radzić sobie w kryzysie ”. Tak sobie dumam, że podobno marketingowców i reklamowców pozwalniali, a tu jakiś nowy kryzysowy trend się pojawił. Może to jest modne mówić, że jest kryzys? A ja na przekór wszystkiemu znalazłam pracę i jeszcze większy przekór mojego szwagra jej nie wzięłam. Już po rozmowie ostatecznej skoczyłam do łazienki, aby zamienić szpilki na klapki, a spódnicę na letnie spodenki. Wolność!!! Intuicja kobieca podobno nigdy się nie myli, także i tym razem jej posłuchałam z czego jestem niezmiernie dumna i zadowolona. Wiem, ze będzie dobrze, bo podejmuję decyzje w zgodzie z sama sobą.
Przebywam tam, gdzie się urodziłam, wychowałam i skąd czerpię codziennie wiele radości- moje Podlasie. Jakbym najkrócej mogła je opisać? Jest zielone, naturalne, swojskie, moje. Nie będę Was zanudzać opowieściami o tym jak smakują świeże kurki, skąd babcia przynosi gruszki, jak kisić ogórki, ani kto ostatnio zmarł. Ciesze, się każdą chwilą i chyba o to w tym wszystkim chodzi. W tak doskonałych warunkach kolejny plan rośnie...
Także bądźcie mili dla pań ekspedientek, bo może sprzedać Wam nieświeże śledzie:)
niedziela, 2 sierpnia 2009
Krecikowi jest dobrze w Dołku, a Tobie?
Wiecie co,... pewnie nie wiecie, hehe. Mialam juz nie pisac moich wypocin, a podobno ktos je jeszcze czyta i czerpie z tego jakas tam przyjemnosc. Osoby czytajace niech wstana i podskocza 3 razy w jednym miejscu, nastepnie niech zrobia przewrot w tyl i ucaluja najblizsza mu osobe. Z przewrotu zwalniam osoby w ciazy. Instrukcja chyba za bardzo skomplikowana, dobra kliknijcie 3 razy enterem, no dobra niech bedzie tylko raz. Ujawnijcie sie, bom ja dziewka nieswiadoma. Wasze sygnaly odbiore telepatycznie.
A wiec powiem Wam, ze mija miesiac pobytu w Kochanej Ojczyznie. Zrobilam sobie badania na malarie i pasozyty i nie przywiozlam ze soba zadnych zyjatek, szkoda bo moglabym wszystkim mowic jaka to jestem teraz chora i biedna.
Klimatyzacja przebiegla sprawnie i bez skutkow ubocznych, takich jak bezsenne noce, czy nostalgiczne wpatrywanie sie w okno w polska dal. Nastapilo za to zderzenie z KRZYSEM. I nie o takim ekonomicznym jest mowa, bo gielda kurde juz odbila i moje akcje jako tako trzymaja sie poziomu.
Czy wyobrazacie sobie, ze po roku niewidzenia Wasz kolega nie ma czasu, aby sie z Wami spotkac, bo jest zaganiany swoim zyciem, swoimi projektami, wyjazdami, swoim wlasnym „ja”. A dzwoni tylko po to, aby wygadac sie, co u niego sie zdarzylo. To jest kurde dopiero kryzys czlowieka! Gdzie bezinteresownosc przestaje istniec, gdzie klamstwa sa na porzadku dziennym, a cwaniactwo staje sie wada narodowa. To jest dolek nie do odbicia, a jakies tam akcje, obligacje to przy tym maly pikus. Pan Dolek siedzi teraz w Dolku i nie wiedzac sam o tym sie Doluje. Dobre! Ale i przykre.
Czy do tego prowadzi rozwoj naszej cywilizacji? Do upadku czlowieczenstwa i zastoju duchowego? Co z tego, ze zdobedziemy nie wiem jakie umiejetnosci negocjacji, zarzadzania, pisania, ... a tu mi sie rymuje fajne slowo, ktorego nie napisze, gdy nie bedziemy pracowac nad rozwojem naszej osobowosci?
Panie Dolku, szansa jest i zawsze bedzie, zeby sie wydostac z tej dziury. Proponuje zrobic jakis przekop czy grom wie co, albo zadzwonic do Krecika po porade, on wydaje sie profesjonalny i uczciwy.
Enter enter enter
Ps. Ciekawe czy pod ziemia dziala internet?
A wiec powiem Wam, ze mija miesiac pobytu w Kochanej Ojczyznie. Zrobilam sobie badania na malarie i pasozyty i nie przywiozlam ze soba zadnych zyjatek, szkoda bo moglabym wszystkim mowic jaka to jestem teraz chora i biedna.
Klimatyzacja przebiegla sprawnie i bez skutkow ubocznych, takich jak bezsenne noce, czy nostalgiczne wpatrywanie sie w okno w polska dal. Nastapilo za to zderzenie z KRZYSEM. I nie o takim ekonomicznym jest mowa, bo gielda kurde juz odbila i moje akcje jako tako trzymaja sie poziomu.
Czy wyobrazacie sobie, ze po roku niewidzenia Wasz kolega nie ma czasu, aby sie z Wami spotkac, bo jest zaganiany swoim zyciem, swoimi projektami, wyjazdami, swoim wlasnym „ja”. A dzwoni tylko po to, aby wygadac sie, co u niego sie zdarzylo. To jest kurde dopiero kryzys czlowieka! Gdzie bezinteresownosc przestaje istniec, gdzie klamstwa sa na porzadku dziennym, a cwaniactwo staje sie wada narodowa. To jest dolek nie do odbicia, a jakies tam akcje, obligacje to przy tym maly pikus. Pan Dolek siedzi teraz w Dolku i nie wiedzac sam o tym sie Doluje. Dobre! Ale i przykre.
Czy do tego prowadzi rozwoj naszej cywilizacji? Do upadku czlowieczenstwa i zastoju duchowego? Co z tego, ze zdobedziemy nie wiem jakie umiejetnosci negocjacji, zarzadzania, pisania, ... a tu mi sie rymuje fajne slowo, ktorego nie napisze, gdy nie bedziemy pracowac nad rozwojem naszej osobowosci?
Panie Dolku, szansa jest i zawsze bedzie, zeby sie wydostac z tej dziury. Proponuje zrobic jakis przekop czy grom wie co, albo zadzwonic do Krecika po porade, on wydaje sie profesjonalny i uczciwy.
Enter enter enter
Ps. Ciekawe czy pod ziemia dziala internet?
niedziela, 19 lipca 2009
pytania, pytania,...
Uczylam sie Afryki od podstaw, bo ta z Discovery Channel czy przewodnikow National Geografic ni w zab nie pasowala do obrazu jaki zobaczylam. Owszem piekna przyroda zapiera dech w piersi, niesamowite zwierzeta w dziczy budza kolonialna atmosfere, a noca niebo wydaje sie takie niereale, ale gdy wiesz, ze wjazd do Parku Narodowego jednego bialego jest czesto rowny miesiecznej pensji czarnego pracownika, cena jamesona z cola na takim safari moze kosztowac tyle, ile 3 miesieczne czesne w szkole dla dziecka takiego pracownika, to zaczynasz sie zastanawiac, ktora droga podarzac? Czy dziadowac-integrowac sie i zyc jak oni, byc do tego zgryzliwym i podchorowanym, bo poziom hemoglobiny czesto osiagal poziom anemii, czy odreagowywac rozczarowania, niesprawiedliwosci i absurdy pielegnujac zachodnia tradycje spedzania czasu w kawiarniach i slono placic za ten luksus? Czemu pojawiaja sie u mnie te nurtujace pytania, czemu mi zalezy na zmianie, skoro ludzie u wladzy, Ci z kasa, nie robia nic, aby pomoc swoim rodakom, zmieniac zycie w wioskach, z ktorym pochodza. Zaczynam sie zastanawiac gdzie tak naprawde idzie ta biala kasa? Czy zostaje w kieszeniach juz bogatych i grubych wlascicieli? Czy wydaja ja ich kochanki na zachodzie w markowych butikach? Nie mam pojecia i zgaduje, ale wiem jedno, nie trafia ona do ludzi, ktorzy sa w najwiekszej potrzebie.
Afryka jest pelna sprzecznosci, dylematow, a ja po rocznym pobycie zauwazylam ich niesamowicie wiele nie tylko tam. Teraz spojrze na moje wlasne zycie. To kim jestem, to co robie, jakich mam przyjaciol i gdzie bywam? Czy jestem tym kim zawsze chcialam byc?
Afryka jest pelna sprzecznosci, dylematow, a ja po rocznym pobycie zauwazylam ich niesamowicie wiele nie tylko tam. Teraz spojrze na moje wlasne zycie. To kim jestem, to co robie, jakich mam przyjaciol i gdzie bywam? Czy jestem tym kim zawsze chcialam byc?
środa, 8 lipca 2009
no subject
Pierwszy prysznic w Polsce: Na polce w lazience stoja do wyboru: 2 zapachy zelu, peeling, balsam, oliwka oraz mydlo Protex. Bez zastanowienia siegam po mydlo. Za wczesnie na kolejne mazidla. Jogurty, truskawki, wedliny wcale nie kusza mnie tak jak myslalam, ze beda.
Otwieram kuchenna polke i zastanawiam sie po co komu tyle skladnikow do gotowania.
Ladies & Gentelmen przechodze szok kulturowy.
Zbombardowana informacjami, kolorami, niekonczacym sie wyborem serkow w Auschan wkroczylam w swiat cywilizacji zachodu. Omamiona chalasem i wybiegami mody naokolo przelunatykowalam Chmielna w poszukiwaniu czegos co juz sie skonczylo.
Rozmawiam ze znajomymi i mam wrazenie ze slysze wlasny glos, on gada i gada o tej Afryce, przytacza niby niesamowite historie, wydarzenia w ktorych uczesniczyl i tylko jest on tak jakby, troche pozbawiony osobowosci.
Kto umie patrzec ten zajrzy w moja dusze i zobaczy niewidoczne, kto nie potrafi, ten sceptycznie powie, ze „ troche schudlam, ale nie opalilam sie za bardzo”. I na koniec uslysze moje ulubione pytanie „I co dalej?”
Otwieram kuchenna polke i zastanawiam sie po co komu tyle skladnikow do gotowania.
Ladies & Gentelmen przechodze szok kulturowy.
Zbombardowana informacjami, kolorami, niekonczacym sie wyborem serkow w Auschan wkroczylam w swiat cywilizacji zachodu. Omamiona chalasem i wybiegami mody naokolo przelunatykowalam Chmielna w poszukiwaniu czegos co juz sie skonczylo.
Rozmawiam ze znajomymi i mam wrazenie ze slysze wlasny glos, on gada i gada o tej Afryce, przytacza niby niesamowite historie, wydarzenia w ktorych uczesniczyl i tylko jest on tak jakby, troche pozbawiony osobowosci.
Kto umie patrzec ten zajrzy w moja dusze i zobaczy niewidoczne, kto nie potrafi, ten sceptycznie powie, ze „ troche schudlam, ale nie opalilam sie za bardzo”. I na koniec uslysze moje ulubione pytanie „I co dalej?”
niedziela, 5 lipca 2009
29 June 2009
No i wracam do Polski. Siedze sobie na lotnisku w Entebbe i dumam o wszystkim co sie wydarzylo. Wokolo masa ludzi, kazdy z kims rozmawia, tylko ja siedze z laptopem. Mysle o Bombo i ostatnich wrazeniach z Ugandy. O malym Timothy, ktory przyszedl dzisiaj rano aby mnie zobaczyc, o mojej kolezance Peace, ktora przez ostatni tydzien nie jadla, ani sie mogla sie uczyc, bo dowiedziala sie ze wracam, o dzieciach z internatu Bakhita i wielu wielu innych.
Chce zapamietac na zawsze to uczucie gdy z samego rana sowa budzi Cie do kosciola, poranna mgla unosi sie na zielonych wzgorzach, cieplo zapiera Ci dech w piersiach, a zapach swiezych chapati spowoduje, ze robisz sie w sekunde glodny, mimo, ze wydawalo Ci sie wczesniej, ze nie jestes glodny. Nie robilam zdjec w te dni, bo nie da sie zrobic zdjecia czegos nieuchwytnego, tak osobistego.
Zakochalam sie w tamtym miejscu, ale czy byla to milosc obupolna? Uganda na zawsze zostanie w moim sercu, tu zostawiam czastke siebie.
Chce zapamietac na zawsze to uczucie gdy z samego rana sowa budzi Cie do kosciola, poranna mgla unosi sie na zielonych wzgorzach, cieplo zapiera Ci dech w piersiach, a zapach swiezych chapati spowoduje, ze robisz sie w sekunde glodny, mimo, ze wydawalo Ci sie wczesniej, ze nie jestes glodny. Nie robilam zdjec w te dni, bo nie da sie zrobic zdjecia czegos nieuchwytnego, tak osobistego.
Zakochalam sie w tamtym miejscu, ale czy byla to milosc obupolna? Uganda na zawsze zostanie w moim sercu, tu zostawiam czastke siebie.
czwartek, 25 czerwca 2009
77X7
A wiec to juz to, ostatni tydzien w Afryce. Wcale tak szybko nie minelo, jak wszyscy mowili. Czasami ciagnelo sie niesamowicie albo wrecz stalo w miejscu. Maj z kolei wypadl mi zupelnie z kalendarza. Zdarzylo sie tyle, ze tematow wystarczy na wiele dlugich nocy. Jestescie gotowi? Bo ja tak.
Dosc juz tych analiz, rozmyslan, spakuje wszystko w jedna torbe i przytaszcze ze soba na bialy kontynent. Czuje jak powoli odcinam sie od tego wszystkiego. Z blizna po rafie z Oceanu Indyjskiego i szramie po tropieniu jednynych nozorożcow w Zambii wkrocze w nowy rozdzial zycia. Odkrywaczka, poszukiwaczka. Nie zapomne niczego, nie strace zadnego wspomnienia, a zwlaszcza tych, z ktorych najwiecej sie nauczylam, czyli tych niekoniecznie wesolych. Bede wracala do moich zapiskow najczesciej jak sie da, aby nie zapomniec. Nie zapomniec, ze bylam poszukiwaczem samej siebie na obcym kontynencie, nie zapomniec, ze ludzie sa najwiekszym cudem przyrody, ze trzeba im wybaczac, wybaczac, aby na koncu samemu zyskac.
Nauczylam sie w jakis sposob inaczej zyc. Zyc, tak jakby nie bylo czasu, a byl tylko dzien i noc, nie bylo deadlinow, gdzie na czyjes spoznienie nie reaguje sie wcale, bo tylko my uwazamy to za spozienie, zycie bez planowanych spotkan, bo kazda tu okazja jest dobra do porozmawiania i pogawedzenia. Zycie inne, kto powiedzial ze gorsze? Nikt nigdzie nie powiedzial, ze nasza cywilizacja jest lepsza? Mam Was!
Z mojej afrykanskiej milosci nic nie wypalilo, moze to i dobrze, tak mysle... Zawsze jest jakas ochota na odmiane stanu niewazkosci, owszem, ale nic na sile.
Co z nim, z nami, czy bylismy jacys my? Minal dokladnie rok od tamtego zdarzenia. Wiele nauczylam sie o sobie samej. Wiem kim jestem i kim chce byc. Nie jestes na to gotowy. Kocham go ta milosci, ktora kiedys pokochalam, ale ja sie tyle zmienilam, a uczucie pozostalo to samo. To naprawde moze byc niebezpieczne. Czy jestesmy w stanie jeszcze razem zyc? Cos razem stworzyc? Szczerze: NIE. Moze nasze drogi na nowo sie spotkaja...
Tesknie do domu, tego w Polsce, ale do niego zawsze bede tesknic, gdziekolwiek sie znajde. Taki jest urok domu, ktorego sie kocha. Gdzie kolejna podroz? Musze wysuszyc zmeczone zagle i dac im troche odpoczac, sa lekko przepracowane. A co potem? Bog jeden tylko wie. On jedyny kieruje wiatrami.
Dosc juz tych analiz, rozmyslan, spakuje wszystko w jedna torbe i przytaszcze ze soba na bialy kontynent. Czuje jak powoli odcinam sie od tego wszystkiego. Z blizna po rafie z Oceanu Indyjskiego i szramie po tropieniu jednynych nozorożcow w Zambii wkrocze w nowy rozdzial zycia. Odkrywaczka, poszukiwaczka. Nie zapomne niczego, nie strace zadnego wspomnienia, a zwlaszcza tych, z ktorych najwiecej sie nauczylam, czyli tych niekoniecznie wesolych. Bede wracala do moich zapiskow najczesciej jak sie da, aby nie zapomniec. Nie zapomniec, ze bylam poszukiwaczem samej siebie na obcym kontynencie, nie zapomniec, ze ludzie sa najwiekszym cudem przyrody, ze trzeba im wybaczac, wybaczac, aby na koncu samemu zyskac.
Nauczylam sie w jakis sposob inaczej zyc. Zyc, tak jakby nie bylo czasu, a byl tylko dzien i noc, nie bylo deadlinow, gdzie na czyjes spoznienie nie reaguje sie wcale, bo tylko my uwazamy to za spozienie, zycie bez planowanych spotkan, bo kazda tu okazja jest dobra do porozmawiania i pogawedzenia. Zycie inne, kto powiedzial ze gorsze? Nikt nigdzie nie powiedzial, ze nasza cywilizacja jest lepsza? Mam Was!
Z mojej afrykanskiej milosci nic nie wypalilo, moze to i dobrze, tak mysle... Zawsze jest jakas ochota na odmiane stanu niewazkosci, owszem, ale nic na sile.
Co z nim, z nami, czy bylismy jacys my? Minal dokladnie rok od tamtego zdarzenia. Wiele nauczylam sie o sobie samej. Wiem kim jestem i kim chce byc. Nie jestes na to gotowy. Kocham go ta milosci, ktora kiedys pokochalam, ale ja sie tyle zmienilam, a uczucie pozostalo to samo. To naprawde moze byc niebezpieczne. Czy jestesmy w stanie jeszcze razem zyc? Cos razem stworzyc? Szczerze: NIE. Moze nasze drogi na nowo sie spotkaja...
Tesknie do domu, tego w Polsce, ale do niego zawsze bede tesknic, gdziekolwiek sie znajde. Taki jest urok domu, ktorego sie kocha. Gdzie kolejna podroz? Musze wysuszyc zmeczone zagle i dac im troche odpoczac, sa lekko przepracowane. A co potem? Bog jeden tylko wie. On jedyny kieruje wiatrami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)